|
Moja bura gromadka |
| Autor |
Wiadomość |
skrzacik


Kraj:

Autor tematu Pomogła: 21 razy Dołączyła: 20 Wrz 2005 Posty: 682 Skąd: Kraków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Pią 21 Wrz, 2007 14:54 Moja bura gromadka
|
|
|
Jeszcze półtora miesiąca temu było nas troje: Barnaba (7 lat), Gacek (6 lat) i ja (milczenie jest złotem). A oto jak się stado powiększyło:
Od kilku tygodni dokaramiałyśmy z siostrą kotkę z czwórką kociaków. Kocia mama szybciutko dostała imię Pusia, choć raczej przypominała drapak obciągnięty skórą. Maluchy rosły zdrowo i coraz częściej zastanawiałyśmy sią co będzie dalej.
U siostry panowala zmora: koci katar (stąd to czekanie), które zostało przywleczone wraz z Nuką dwa miesiące wcześniej. Najważniejsze, że leczenie przyniosło porządany efekt ale maluchów nie moża było zaprosić do tego domu. Mnie praktycznie w domu nie ma bo praca i dojazdy, do tego jeden pokój, kuchnia wielkosci znaczka pocztowego i tej samej wielkości łazienka. Ale co było robić?
W dniu, w którym usłyszałyśmy, o nadchodzących chłodach, deszczach decyzja zapadła: zgarniamy rodzine z ulicy. Przygotowania zostały poczynione, koszyki stały gotowe a marchewkią była słodka śmietanka 30%. Dwa pierwsze kociaki: szary Hien i czarny Igor sami wleźli do koszyka gnani ciekawościa. Bury Filip i Duszek ani myśleli dać się złapać w pułapkę. Po kilkunastu podchodach i złapaniu Filipa na drzewie został nam tylko Duszek. Pusia już była mocno zaniepokojona naszymi poczynaniami. Duszek wlazl w krzaki i udawał, że go wcale nie ma. Siostra głaskała Pusie jedna ręką, kucnęła przy krzakach i cały czas gadała do Duszka. Powoli klęknęła i z nienacka cap Duszka w tych krzakach. W tym momencie w cichy wieczór rozległ się straszliwy wrzask kota i niewybredne obelgi mojej Siostry. Złapała Duszka, który ja użarł i podrapał. Podskoczyłam i przejęłam drapichrusta, który dalej darł się nieprzytomnie a w przerwie użarł mnie. Udało się go wcisnąć do koszyka. W oknach okolicznych domów oraz na kilku balkonach pokazali się ludzie zwabieni tym straszliwym kocim protestem. Obie zakrwawione, zdenerwowane ale szczęśliwe z zapakowania miauleństw padłyśmy na schodach przed domem i zbierałyśmy siły do złapania Pusi. Ale ona mądra jest i sama do nas przyszła i pojechaliśmy do mojego mini mieszkania. Kocia rodzina została umieszczona w łazieńce.
Przy okazji wyjmowania z koszyków każdy kot dostał lek na odrobaczywienie, został opsikany odpchlaczem oraz przeglądnięty pod kątem świerzba w uszach, którego na szczęście nie było.
Przez jeden dzień koty były dla mnie znikającymi punktami. Jedynie Pusia wychodziła spod wanny do mnie na pieszczotki. Bobek z Gackiem fuczeli i warczeli przez drzwi niczym dwa demony. Pusia nic sobie z tego nie robiła. Pierwsze kontrolowane wypuszczenie rozstrzygnęło o wszystkim. Pusia przeszła obok tych potworów z ogonem uniesionym wysoko do góry i dostojnym krokiem udała się do kuchni na przegląd misek i kuwety po czym usiadła w oknie i oddała się kontemplacji otoczenia. Bobek z Gackiem zgłupieli na widok takiego zlekceważenia ich praw starych mieszkańców ich domu i zaprzestali wokalnych popisów.
Więc wieczorem wypuściłam kociaki, które śmigneły i znikły za pralka.
Od tego momentu zaczęły się dla mnie rozrywkowe noce i wieczory. Kwiatki nauczyły się fruwać (2 wylądowaly wreszcie w śmieciach). Cukierniczka rozsiała cukier po całym dywanie i została schowana. Teraz goście muszą się prosić o cukier (całkiem jak w kartkowych czasach). Po podłodze wala się mnóstwo niezbędnych zabawek: korek od szampana, korek od piwa, kilka kulek z foli do pieczenia, dwie zakretki od butelek z wody mineralnej, stado grzechoczacych myszek, kilka piłeczek jeżyków, jedna piłęczka z dwonkiem w srodku i można się na tym wszystkim niezle przejechać.
Za to wszystkie kordonki, muliny i włóczki są starannie chowane przed rozbrykanymi lapkami po tym jak trzeba było uwolni c mieszkanie od pajęczej sieci rozwleczonego kordonka marki Kaja.
Wieczorami maluchy wyłaziły z różnych kątów mieszkania i rozpoczynały zapasy a Bobek, Gacek i Pusia siedzieli (każde w innym punkcie pokoju) i obserwowali te zmagania. A gdy Bobek z Gackiem wyrazili chęć dołączenia to biegnące dwa 6 kilowe kocury wprawiały maluchy w osłupienie, gdy usiłowali galopem przeleciec wzdłuż mieszkania waląc łapami w podłogę jak tabun koni.
Po trzech tygodniach Hien i Igor poszli do mojej siostry po tym jak wet wydał orzeczenie, że koci katar została całkowicie wyleczony. Siostra odkaziła całą chałupę piorąc kocie leżonka (miała ich już 12 + 1 na przechowaniu przez wakacje), myjąc koszyki, podłogi, parapety i meble specjalnym środkiem używanym przez wetów.
I tak zostaliśmy w domu w pięcioro. Filip i Duszek co wieczór uprawiaja sporty: gonić brata, gonić Bobka (Gacek odmawia współpracy w tym zakresie), powalić brata na łopatki, powalić Bobka (hehehehe), powalić Mamusie. Z nienacka capnąć rękę Pani upazurzoną łapą wtedy Pani wyciaga tajemniczy sprzet z ukrycia i piec kotow lata za laserkiem tupiac niemożebnie.
Czy zauwazyliscie, ze koty tupia kiedy chca? I to jak!
Potem wszyscy padaja do spania i w okolicach 3 i 4 nad ranem następuje powtórka z wyjątkiem laserka bo Pani śpi i nawet skakanie po niej nie odnosi pożądanego efektu.
Za to jak rano wstanie to w tajemniczy sposób napełniają się miski a kuweta wręcz odwrotnie, opróżnia sie i natychmiast należy to wykorzystać!
I tak sobie radośnie żyjemy, pięć burych kotów i ja, ich sługa i podnóżek.
skrzacik
PS. Gacek umie otwierać lodówkę. Ciekawe kiedy nauczy sie otwierać puszki?
|
|
|
|
 |
Zosia32
Użytkownik b. aktywny Zosia32

Kraj:

Pomogła: 8 razy Wiek: 49 Dołączyła: 25 Kwi 2007 Posty: 2565 Skąd: Kraków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Pią 21 Wrz, 2007 20:35
|
|
|
skrzacik, z wielką przyjemnością przeczytałam Twoje opowiadanie o burym
towarzystwie , żeby zawsze tak kończyły się kocie przygody i było więcej tak dobrych ludzi Jak Ty i twoja siostra
Pozdrowienia 
|
|
|
|
 |
skrzacik


Kraj:

Autor tematu Pomogła: 21 razy Dołączyła: 20 Wrz 2005 Posty: 682 Skąd: Kraków
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Śro 26 Wrz, 2007 12:48
|
|
|
dziekuje Zosiu za cieple slowa. mimo smutnych doswiadczen wciaz mam nadzieje, ze ludzi, ktorzy chca, wiedza jak i moga ratowac kocie, psie czy jakiekolwiek inne zwierzaczkowe zycia jest wiele ale milcza bo to tak oczywiste, ze nie ma o czym mowic.
pokochalam te moje 'nowe' koty i jak hien z igorem szli do domu mojej siostry poryczalam sie jak dziecko. burasy sa moja radoscia i to nia wlasnie chcialam sie podzielic. z drzeniem serca czekam na wizyte tesciow, ktorzy uwazali, ze dwa koty w mieszkaniu to juz przesada, a co bedzie jak zobacza piec? a przyjada na 1 listopada abysmy razem poszli na grob mojego meza a ich syna. no nic jakos te dezaprobate przetrwamy.
jak beda jakies nowe, smieszne wydarzenia nie omieszkam sie nimi podzielic, a wkrotce bede miec zdjecia wszystkich kotow
skrzacik
|
|
|
|
 |
Zygfryd Smarzyk
Użytkownik aktywny Zygfryd


Kraj:

Rangi dodatkowe:

Pomógł: 7 razy Wiek: 83 Dołączył: 17 Cze 2006 Posty: 466 Skąd: Bydgoszcz
Medale: 1 (Więcej...)
|
Wysłany: Śro 26 Wrz, 2007 23:09
|
|
|
Dziękuję za tak wiele słów o kotach. Wielkie to bogactwo taką gromadę w domu posiadać. U mnie tylko jeden kocur - Zbój. Imię, zgodne z charakterem, otrzymał w gazetowym konkursie - wtedy jeszcze wydawaliśmy nasze własne domowe czasopismo pt. "Ilustrowany Kurierek Rodzinny". Zbój to dzisiaj już nie rozbrykany kociak, tylko stateczny jegomość: i wiekiem - lat dwanaście z hakiem, i posturą - kilogramów niewiele mniej niż lat. Właściwie - jak stwierdził weterynarz - Zbój jest kotożbikiem. Przywędrował do mnie jako prezent po wakacyjnej wędrówce po mazurskich lasach. Pierwszą cechą jaką objawił była agresja. Zdawało się, że ma osiem łap i dwa garnitury zębów. Goście przez rozpoczęciem wizyty prosili: - Ale kota to zamknij w drugim pokoju. Obłaskawianie trwało długo, ale (prawie) się udało.
Dziś Zbój jest wspaniałym przyjacielem. Długo by pisać o tym jak się zachowuje, czego się nauczył i czego nauczył mnie.
Co robi teraz? Przed chwilą zjadł porcję wołowiny (znacie to z pewnością: - Poproszę piętnaście deko wołowiny dla kota i piętnaście deko wątroby dla mnie). Teraz skończył wieczorne mycie i zasnął na swoim fotelu. Swoim dosłownie - otrzymał go od mej znajomej, by mógł drapać i niszczyć do woli. Za jakiś czas i ja się położę. A z chwilą gdy tylko zgaśnie światło, nagle coś niezwykle ciężkiego wtłoczy moje nogi w wersalkę...
Dobranoc.
Zdjęcie Zbója w następnym poście - fajnie to zabrzmiało: Zbój i post!
Z tysiącem serdeczności
|
_________________ Zygfryd
http://koronekczar.blox.pl/html
http://zygfryd2.fotosik.pl/albumy/191970.html#1
http://zygfryd2.fotosik.pl/albumy/238844.html
smarzyk@o2.pl |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
|

Ponieważ na forum pojawia się coraz więcej
materiałów, zdjęć, itp.,
proszę każdego, kto będzie miał jakiekolwiek zastrzeżenia odnośnie
naruszenia praw autorskich o kontakt ze
mną.
Postaram się jak najszybciej materiały tego typu usunąć lub jeśli to
będzie możliwe uzyskać zgodę na ich publikację.
Jednocześnie informuję, że administrator forum nie
odpowiada za treść wypowiedzi innych użytkowników,
a tym samym nie może być pociągany do odpowiedzialności za owe wypowiedzi.
maranta
 |
| | Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 11 |
|
|