Pogaduchy - Jestem smutna.....
bjanna - Pon 23 Kwi, 2007 12:43
Ostatku, głowa do góry, my Ciebie lubimy , a zobacz ile nas jest, a te drobne awarie to tylko po to żeby dodać Ci sił, moja przyjaciółka jak jest mi źle i wszystko się wali, to mówi "Aśka jak nisko spadłaś, to wyżej się odbijesz", a Ona jest bardzo mądra i zawsze jej słucham i zawsze ma rację
jesteśmy z Tobą
Pepus - Śro 15 Sie, 2007 13:15
Ostatku komputer to tylko rzecz - czasem lubi sie psuć - a komórka, będziesz miała nową (w końcu bez niej też da się żyć). Remont.... hmm u nas jest tak, ze sami sobie pomagamy w remontach - to co potrafimy - po remoncie zbieramy się i wszyscy sprzątamy.
Czasem musimy dostać mocnego kopniaka, by się obudzić. Czas otrząsnąć się i pozamykać wszystkie drzwi i już ich nie otwierać! Są tacy co mają jeszcze gorzej od nas i nie narzekają .Trzeba się cieszyć tym co się ma! Jest to trudne, bo my nie umiemy się cieszyć z drobnostek. Ja ostatnio kupiłam zasłonki (czytaj materiał zasłonowy, bo sama wszyłam taśmy i obszyłam na maszynie - a mam dwie lewe ręce do szycia) i byłam dumna kiedy zawiesiłam je. Cieszą moje oczy do dziś.
Pozdrawiam. I tak jak dziewczyny mówią: głowa do góry!
ostatek7 - Czw 30 Sie, 2007 11:42
Bunt urządzeń trwa nadal. Nie da się tego polubić, ale przywyknąć można. Po kolejnym telewizorze padła lodówka i pralka... wpadam do domu i zaczynam popołudnie od sprawdzania "co jeszcze w tym domu działa" Pewne jest, że ja działam może niemrawo i leniwie, ale jestem pełna dobrych chęci - podobno to już połowa sukcesu.
Nie chcąc narażać urządzeń mechanicznych na rychłe zejście, nie nabywam nowych. Jak mówicie - bez tego można żyć. Ostatni - 20-letni telewizor jeszcze działa, choć ze względów zdrowotnych (mam na myśli zdrowie psychiczne) lepiej go nie włączać, lodówka (w wieku zbliżonym do telewizora) odrobinę chłodzi (zima blisko, więc po kiego mi lodówka?), w starej pralce też da się co nieco uprać.
Komórkę zafundowałam sobie nową i .... okazuje się, że prawie nikt do mnie nie dzwoni... złotówkowy wydatek okazał się chybiony
Ze względów podanych powyżej postanowiłam zafundować sobie szczeniaka (on się przecież nie popsuje). Sunia miała być prezentem dla szanownego małżonka. Niektórzy przyjaciele mówią, że szczęście przerasta ślubnego, inni - że nie powinnam obdarowywać go kobietą (kimkolwiek by ona nie była), sam małżonek żąda świadectwa moralności psiej mamy (czemu nie jestem w stanie sprostać) i boi się, że nowy domownik będzie zbyt kłopotliwy. Przecież nie trzeba mu będzie śpiewać kołysanek, ani budzić buziakiem... trzecią michę kupię, a niech tam będzie moja strata.
Nowa mieszkanka przyjedzie w sobotę. Ma 8 tygodni i jest .... bernardynem. Myślę, że staruszki-podhalanki wychowają malucha i nauczą tego, co porządny, wiejski pies umieć powinien.
Bernardynka nie ma jeszcze imienia, ale jest zaszczepiona przeciw wściekliźnie, więc szanowny małżonek może ją ugryźć... w co zechce... nie ma obawy, nie wścieknie się, choć zadowolona to ona chyba nie będzie... mam nadzieję, że się odgryzie.
Życzcie mi powodzenia w wychowywaniu małego giganta , a wszystkie urządzenia mechaniczne... pies drapał
Czy pomożecie mi wybrać dla niej imię? Proszę ...
Laura S. - Czw 30 Sie, 2007 12:20
Tak to w życiu bywa ostatku. Psują się sprzęty i...przyjaciele do luftu.
Mnie się ta Twoja sunia z Klaudynką jakoś skojarzyła. Czemu nie wiem ,ale jak tylko zobaczyłam zdjęcie tak ją ochrzciłam,więc będzie na mój użytek własny.
ostatek7 - Czw 30 Sie, 2007 12:36
Przyjaciół mam wspaniałych. Dobrze wiesz, że przyjaciele to nie rodzina, przyjaciół się wybiera , więc ja poszukałam najwspanialszych ze wspaniałych...
Córka sąsiadów ma na imię Klaudia, ja mówię do niej Klaudynka. Chcę zachować dobre stosunki z sąsiadami (lepszych nie znajdę!), więc nie popełnię drugi raz tego samego błędu. Kiedyś miałam owczarkę nizinną o imieniu Kama, a sąsiadka (piętro wyżej) córkę Kamilę. Dwuletnia Kama (córka) zapytała kiedyś: "ona Kama, ja Kama - która Kama"... nikt z obecnych i przytomnych nie udzielił odpowiedzi
Laurka, proszę szukaj dalej....
bjanna - Czw 30 Sie, 2007 13:48
gratuluję psiego wyboru ja mam psa mieszankę podhalańczyka z bernardynem, nie wiem czego w nim więcej, chyba bernardyna, wspaniałe psisko, polecam wszystkim którzy mają warunki dla takiego psa, ponieważ przy nim nic nie grozi, pełen luz a miłość jego jest wielka, mój się wabi Aksel, a dla dziewczynki proponuję TUSIA
joana - Nie 16 Wrz, 2007 23:17
Ostatku - cieszę się, że wszystko jakos sie ołożyło. No i ten pies. Cudowna rzecz, przyjaciel na którym można polegać, Zawsze będzie Cię witał radośnie, przyjdzie gdy wyczuje Twój smutek, a i na specerek można z nim pójść bezpieczniej a i zagadać jest do kogo.... Sama radocha. Trzymaj się, bo po burzy zawsze świeci słońce. I tego i samych radości i dalszych wspaniałych robótekżyczę.
ostatek7 - Wto 18 Wrz, 2007 09:24
I jak nie mówić o pechu? Chciałam pokazać foty powitalne pt. "nowy człowiek-nowy pies". Niestety, taśma w idioten-kamerze się zacięła i aparat odmówił współpracy. Szczerze żałuję, bo ślubny na czworakach, nos w nos z Ingą, wart był uwiecznienia . Pognałam po nową taśmę, ale zarówno Inga, jak i nasza radość z jej zamieszkania z nami, są o 2 tygodnie starsze.
Po wywołaniu zdjęć okazało się, że ostatnią fotą jest "miejsce mocy ostatka" i tylko to mogę zaprezentować...
Laura S. - Wto 18 Wrz, 2007 09:36
Tosia błagam!!
Gorączka mną trzepie, w gardle drut kolczasty,w uszach szum , a Ty ogrzewasz widoczkiem śnieżnym???
Serca nie masz,jak babcię kocham
ostatek7 - Wto 18 Wrz, 2007 10:13
ale tylko troszku... czy patrząc na zimowy obrazek nie nabrałaś ochoty na herbatkę z cytrynką W sam raz na przeziębienie
A specjalnie dla Ciebie - trochę cieplej... włącz mruczenie i zdrowiej szybko :calusek:
Laura S. - Wto 18 Wrz, 2007 10:21
:usciski:
Wobec powyższego przyjmuję pozycję horyzontalną .
Kotka chcę!
Violetta21 - Śro 19 Wrz, 2007 08:33 Temat postu: Jestem smutna..... Ostatku mam nadzieję że to zima z zeszłego roku?
dom_Klary - Śro 19 Wrz, 2007 16:14
Laurka chora, Klara też chora.
Ale jesteśmy chore, i biedne i świat nie jest taki piękny.Mam gorączkę i cierpię straszliwe męki, zabraniają mi pracować, wtłaczają jakieś trucizny. Chcę do pracy!
Dobrze, że możemy sobie pogadać, pocierpieć wspólnie, prawda Laura?Dobrze,że mamy już taką możliwość, bo było okrutnie smuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuutno.
Praca uszlachetnia i jak tu być szlachetnym, skoro pracować nie można, bo przed oczętami jakieś chochliki biegają?Aż strach pomyśleć, dopiero pierwsze chłody, a mnie już siekło.Co będzie dalej?
Pozdrawiam
_ulcia - Śro 19 Wrz, 2007 17:56
Taka to już nasza natura że zaczynamy chorować jak zmienia się pogoda. Moja angina już minęła, pozostał katar i anemia i skierowanie do szpitala na dalsze badania. Boję się okrutnie, w poniedziałek obleciał mnie strach i uciekłam z izby przyjęć :wesolek: ,
muszę przygotować się psychicznie na ten niemiły dla mnie pobyt w szpitalu. Życzę wam zdrowia
Ulcia
Zygfryd Smarzyk - Śro 19 Wrz, 2007 22:15
Nie martwcie się. Może to i prawda, że praca uszlachetnia, jednak mnie zawsze uczono, że wyszlachetnia cierpienie, jednak nie zazdroszczę tego szlachetnienia, choć można sobie w gorączce poleżeć, pożalić się sobie (lub nam), i naraz pomysł robótkowy zjawi się pod powieką. Warto zapamiętać, bo gdy już zrobicie to dzieło, każdy o tym powie: piękne jak ze snu.
Śniegowa kuracja Ostatka: klin klinem, pewnie dobra, co wróżka to wróżka! I kocia kuracja genialna, tylko dlaczego mój Zbój zawsze śpi w poprzek, a z ogonem ma metr dziesięć (uszu nie licząc), więc miejsca nie starcza dla mnie (tym bardziej dla zdrowia).
Z tysiącem serdeczności i uśmiechem - kwaśnym od cytryny (na wszelki wypadek)
Halkuk - Czw 20 Wrz, 2007 08:15
Dziewczyny kochane nie dajcie się choróbskom ! Życzę Wam szybkiego powrotu do zdrówka
Ulcia nade mną też wisi widmo szpitala - trzymaj się dzielnie
dom_Klary - Czw 20 Wrz, 2007 12:27
Lekarze wytoczyli ciężkie działa i jestem na antybiotykach.Nie przeszkadza mi to cierpieć w dalszym ciągu i analizować-jestem chora.Zimno, paskudnie, ogólnie przytłaczająca aura.Na pocieszenie kupiłam sobie kożuszek fioletowy, piękny i mam ochotę paradować w nim cały dzień, ciekawe, kiedy spadnie śnieg?
Szpital to paskudne miejsce, nie lubię go.Najgorsza w szpitalu jest samotność i skazanie na przebywanie z ludźmi, którzy nie zawsze nam odpowiadają.I te wstrętne szpitalne obrzędy-temperaturka, badanko,analizka, mędrkowanie nad chorym , jak by był przedmiotem podlegającym im bezkrytycznie i bezprzedmiotowo.Po pobycie okazuje się, że tak w zasadzie to i oni nie są pewni diagnozy, bo przecież nie ma rzeczy pewnych a prawdopodobieństwo, że się nie pomylili jest niewielkie.
Tak więc należy leczyć się samemu, a więc-cytrynka, kotek, termoforek, pyszne jedzonko i inne przyjemności, jak np. wirtualne pogaduchy na forum.Przynajmniej, jeżeli choróbsko nie jest tak wstrętne, że bez szpitala sie nie obejdzie.
Pozdrawiam cieplutko i życzę zdrowia, bo bez niego... .Okropnie źle.
Laura S. - Czw 20 Wrz, 2007 17:51
Halkuk-trzymam kciuki za Twoje zdrowie
Klaro pamiętasz jak Ci powiedziałam , że mnie wirtualnie zaraziłaś? Głupi żart,ale od kilku dni też konam,ale na antybiotyk sobie już nie pozwalam (za dużo ich kiedyś musiałam i teraz bronię się rękami i nogami).Leczę się domowymi sposobami z miernym skutkiem.Wczoraj chyba miałam przesilenie,dziś jest lepiej.I masz rację,to forum działa leczniczo. Nawet w gorączce,z obolałymi stawami i mięśniami,katarem po pas i dudniącym kaszlem zaglądam,choćby na chwilkę,nawet jeśli (jak wczoraj) nie mam siły kliknąć w klawiaturę.
Zdrówka dla wszystkich
dom_Klary - Sob 22 Wrz, 2007 14:26
Laurka, przykro mi, że wpakowałam Cię w choróbsko, mam nadzieję, że jest już O.K. Mnie jeszcze trzyma, matrymonialne śmieje się, że to kara i nareszcie widzi że coś jest silniejszego niż ja.Paskustwo panoszy sie we mnie, a on sobie żarciki robi i jeszcze ten paskudny antybiotyk zniechęca do radosnego uśmiechu.Już mnie prawie nie widać, niestety, przy anemii każda infekcja wali podwójnie, ale za to za kilka dni: ...będę zdrowa i... . Nie wiem, co jeszcze, mam nadzieję, że powrotu twego potwora nie będzie.
Pozdrawiam cieplutko i życzę zdrówka
Ple Ple - Pon 24 Wrz, 2007 13:56
Jestem smutna I nie wiem czemu...Chyba moje ciązowe hormony mi tak robia;( Moje chłopisko pojechało wczoraj na polowanie i wroci dopiero jutro ;(
Halkuk - Pon 24 Wrz, 2007 14:35
Nie wolno się smucić Masz nas , komputer i robótki - nie ma czasu na smutki Głowa do góry i o uśmiech proszę
Madzia - Pon 24 Wrz, 2007 17:47
Pleciuszko nie myśl że chłopa nie ma, myśl o Grzesiu i siedź z nami i robótkami.
Pewnie to rzeczywiście jakieś hormony czy coś. Albo pogoda. Pozdrawiam!
bjanna - Pon 24 Wrz, 2007 17:54
hej, nie jesteś sama, masz swojego Grzesia, poopowiadaj mu jak bardzo na Niego czekasz, jak bardzo Go kochasz, co będziecie razem robić, to jest czas kiedy masz Grzesia tylko dla siebie i nie marnuj go na smutki
Ple Ple - Wto 25 Wrz, 2007 13:25
Dziekuję za Wasze słowa;)
Dziś humor mam znakomity, pomimo ze Grześ obudził mnie słodkimi kopniakami już o 7:00:) To chyab jednak ciążowe hormony były.....
Bernadka - Wto 25 Wrz, 2007 14:28
dzisiaj to ja jestem smutna , moje kłopoty nie minęły i nawet trzymane kciuki nie pomogły ale i tak wam dziękuję teraz zacznie się dla mnie trudniejszy czas wyrzeczeń , ale mam nadzieję jakoś się poskładać i wrócić do finansowej normy . bądźcie ze mną , Wasze myśli mi pomogą
|
|
|