Koty - Mój futrzasty przychówek
Relana - Nie 02 Lis, 2008 19:30
Kochane dziewczyny, ostatnio miałam duży problem z Drotusiem a właściwie z jego ząbkami. A działo się to tak: wpadłam do domu, bo umówiłam się ze znajomym. Mój ślubny czekał na obiad. Wszystko na raz. Policzyłam do trzech, nakarmiłam małżonka, chwilkę odsapnęłam, pogłaskałam wszystkie futra, które wlazły pod rękę i nagle widzę, że mój najmłodszy ślini się, nie woże zamknąć pysia. Ślina czerwona od krwi. Co robić? W tym samym momencie dzwonek. To umówiony ze mną generał. Wpuściłam chłopa, w tzw międzyczasie wyciągnęłam transporterek, rozkazałam ślubnemu ubierać się. Znajomy wszedł, zobaczył obłęd w moich oczach i kłopoty ze słuchem więc stwierdził, że dziś jestem niekontaktowa. Na odchodne zdegustowany powiedział, że zadzwoni wieczorem. Jaka ja byłam mu wdzięczna, że poszedł sobie.
Drotuś został wepchnięty do klatki no i ja pobiegłam do mojego weta. Mam niestety kawałek do lecznicy, więc jak tam wparowałam to sapałam jak lokomotywa parowa, bo mój Drotunio waży 7,4kg. Dadać transporter to jest niezła waga.
Mój miły wet p. Przemek wytrząsnął futrzaka z klatki i wyjął szybciutko kawał trzonowca. Drotuś nawet nie zdążył zaprotestować, ale okazało się, że ząbki kotka trzeba usunąć.
W piątek od rana miałam w domu sajgon, bo nie dałam kotom jeść. Drotuś przecież musiał być na czczo. Znowu zaczęła się droga do lecznicy. Dla mnie katorga, bo to ja muszę go dźwigać. Ślubny ma na piśmie zakaz dźwigania.
W lecznicy pozostawiłam moje kochane futerko. Przyszliśmy po kotunię za dwie godziny. Zostały mu tylko trzy kły.
Okazuje się, że stan ząbków spowodowany był wirusem, który atakuje śluzówkę.
No, ale już po wszystkim. Najgorszy był widok kotka po narkozie.
Dziś niedziela, kot głodny zażądał jedzonka.Chciałam mu dać pasztecik, ale plunął nim i powędrował do mięska. Oczywiście nie zjadł z miski ani kawałka. Z ręki pańci zjadł duuuuuużo.
Kot zdrowy.
Zosia32 - Pon 03 Lis, 2008 22:34
Relana, Tak mi przykro ze miałaś kłopoty zdrowotne z Drotusiem
ja nie tak dawno przechodziłam podobną historię z moim Kitusiem i też dobrze sie skończyła tyle kot pozbył sie wszystkich małych przednich ząbków i teraz chodzi z języczkiem na wierzchu ,nawet to śmiesznie wygląda ale jest zdrowy i to mnie cieszy
Relana - Nie 09 Lis, 2008 16:18
Zosiu32, najważniejsze, że już to mamy zasobą. Mam jeszcze taki sam problem z Leosiem. Pozostałości, które ma w paszczęce trzeba usunąć i wtedy moje koty już mają z głowy bóle zębowe. Tylko ja jestem lżejsza o parę setek PLN.
Stwierdziłam, że by mieć zwierzęta trzeba mieć pieniądze. Usługi weterynaryjne są z roku na rok coraz droższe.
la_femme - Nie 16 Lis, 2008 06:42
Święte słowa. W zeszłym tygodniu weterynarz skasował mnie na 65 dolarów za zaszczepienie mojego sierściucha na wściekliznę. A kicia tak się zestresowała, że malowniczo obsikała panią doktor od góry do dołu
Relana - Nie 16 Lis, 2008 21:19
Za zaszczepienie tyle pieniędzy? To kicia miała rację. Wetka powinna się cieszyć, że czegoś innego nie zostawiła.
Jeżeli te usługi będą tak drożały to przede wszystkim starsi ludzie, emeryci nie będą mieli zwierząt, bo nawet najmniejsze za drogo ich będzie kosztować. To źle i bardzo szkoda. Wiadomo nie od dziś, że zwierzęta mają zbawienny terapeutyczny wpływ na organizm człowieka.
Zosia32 - Śro 19 Lis, 2008 11:35
Relana, | Cytat: | | zwierzęta mają zbawienny terapeutyczny wpływ na organizm człowieka. |
Zgadzam się się z Tobą
Reginka - Nie 13 Cze, 2010 19:41
Witajcie po długiej nieobecności. Relana to ja - Regina. Nie ma już mojej najstarszej kocinki Melanii. Miała ponad 20 lat. Pewnego dnia przestała jeść, jeszcze piła. Nie widziałam by cierpiała. Przychodziła na głaskanko a potem odchodziła na swoją poduchę. Trzeciego dnia nie miała siły chodzić i potem cichutko zasnęła. Przeszła po tęczowym moście. Nie cierpi, nie jest głodna. Dołączyła do mojej psinki Kejuni i swego synka Jasia . Tam czekają na mnie aż mój czas się skończy. Mam taką nadzieję.
Madzia - Nie 13 Cze, 2010 21:10
Bardzo długo żyła Twoja kicia. Widać, że zmarła ze starości. Z pewnością jest Ci bardzo smutno, ale chyba lżej jak widzi się, że kocina spokojnie sobie odchodzi. Szkoda, że naszej Tanji nie było to dane.
Reginka - Pon 14 Cze, 2010 09:16
Madziu, dla mnie najważniejsze było, by moja najcudowniejsza kicia nie cierpiała. Nie chciałam przedłużać jej odejścia, dlatego nie byłam z nią u weta. Wiadomo, że robiono by wszystko aby przedłużyć jej życie. Najważniejsze, że nie cierpiała i wiedziała, że ją kochamy.
To była niezależna koteńka, moja pierwsza. To ona oswoiła moją sunię. To ona wybrała nasz dom by w nim zamieszkać. Nauczyła nas wiele, nawet przez swoje odejście. Wszystkim nam jej brakuje, kotki cały czas jej szukają, ja łapię się na tym, że codziennie rano przygotowuję dla niej śniadanie. Jakoś nie mogę zapełnić pustki po niej.
Grazka15 - Pon 14 Cze, 2010 16:53
Reginka, mój kot odszedł też tak po cichutku, spokojnie.Również nie chciałam iść z nim do weta, bo może by bardziej cierpiał, albo zastrzyk i uśpienie. On miał tylko 10 lat, co w porównaniu z twoją kicia był młokosem. Nie wytrzymałam i po tygodniu szukałam nowego kota a po miesiącu już miałam małą puchatą kulkę, która wyrasta na dużego kocura/brytyjczyk krótkowłosy/. Możesz go zobaczyć na "Miau! Nazywam się Berek.........." Myślę, że tyteż nie wytrzymasz długo bez futrzanego przyjaciela lub przyjaciółki.
|
|
|